Uczelnieinfo.pl

Aktualności

PDF Drukuj Email

 

Jan Kochanowski


Pieśń VI

(oprac. prof. dr hab. Piotr Wilczek)




Co by ty, urodziwa Hanno, na to dała,
Aby ta twoja gładkość wiecznie z tobą trwała?

Wierzę, w tym wieku młodym ani myślisz o tym,
Ale byś też i dobrze myśliła, nic po tym.

Bo czas nie da trwać żadnej rzeczy w jednej mierze,
A jako wszytko niesie, tak zaś wszytko bierze.

Widziałem ja po ranu piękny kwiat przyjemny,
A widziałem zaś wieczór zwiędły i nikczemny.

I drzewa, które teraz odziały sie w liście,
Złupi z tego ubioru mroźnej zimy przyszcie.

W tymże prawie i człowiek, a w gorszym, bo kwiaty
I drzewa w rok wetują zawżdy swej utraty,

Odmładzając sie znowu; ale człowiekowi
Kiedy sie raz na twarzy zima postanowi,

A włos śniegiem przypadnie, gęsta wiosna minie,
Niżli z głowy przeziębłej ten zimny rok zginie.

Czemu jeleń pierzchliwy łaskawsze ma bogi,
Któremu wolno zrzucić pochodzone rogi?

Czemu wąż fortunniejszy, który z przyrodzenia
Każdy rok wiotche lata na młodą płeć mienia?

Człowiek, choć wyraz Boży, niesposobny na to
Ani nalazł fortelu na szedziwe lato.

Oszukały sie króla tessalskiego córy,
A ojca nieboraka jeszcze barziej, który

Dać gardło musiał dla ich głupiej pobożności;
Bo, życząc mu nowych lat i pierwszej młodości,

W nadzieję ziół schwalonych spólnie go zabiły,
Żeby w rzeczy starą krew’ z niego wycedziły.

Potym go czarownica w kocioł wrzącej wody
Wrzuciła między zioła; a ten, nie rzkąc młody,

Ale ani wstał żywy; jakoby to było
Kosztowne ziele, co by sto lat wyparzyło.

Przeto póki panuje wiosna w twarzy twojej,
Daj sie, Hanno, napatrzyć wdzięcznej krasy swojej;

Która nie da nic naprzód ani Fosforowi,
Kiedy napiękniej z morza wynika ku dniowi.

A wy, malarze, i wy, co marmór cieszecie,
Jesli przyszłemu wieku zachować sie chcecie,

Malujcie tę piękną twarz i rzeźcie w kamieniu.
Nie był jako żyw Zewksis w takim podziwieniu

Ani zacny Fidyjas, jako wy możecie
Z tej tylko samej sztuki sławni być na świecie.

Ja na farbach malarskich nic sie nie rozumiem,
Także wiele z marmórem postępować umiem,

Ale wierszem ozdobnym i rymy gładkiemi
Mam nadzieję, że z mistrzmi porównam dobremi.

Temi ja przeciw długim latom sie zastawię,
A za chęcią cnych bogiń imię twe wybawię

Z niepamięci nieszczęsnej, że o twej urodzie
Będzie wiek pozny wiedział i po naszym schodzie.

Nie była wiecznie gładka sławna pani ona,
Dla której mocna Troja z gruntu wywrócona;

By ją był Parys poznał w szostymdziestym lecie,
Nigdy by był tej trwogi nie wzbudził na świecie.

Ale jednak, co jej wiek łakomy uszkodził,
To swym pismem życzliwy poeta nagrodził.

Za co, nie wiem, przecz go Bóg ślepoty nie zbawił,
Ponieważ Stezychora o wzrok był przyprawił,

Że tęż istą śmiał ganić rymem uszczypliwym,
Acz to potym odwołał piórem osobliwym.

Ja stąd oczu nie stracę i w tym będę stały,
Że chwalić nie omieszkam, co jest godno chwały.

Bo nie leda Bóg jako swych darów rozdawa,
Temu łaskawszy, komu co nad ludzi dawa.

Przeto tusz dobrze, Hanno urodziwa, sobie,
Z twoich darów znać, że Bóg jest łaskawym tobie.

Który jako ozdobę i piękność szacuje,
Ten czyn niezmierzonego świata okazuje

Tak pięknie zbudowany; kto sklepowi temu,
Nadobnemi gwiazdami ślicznie sadzonemu,

Nadziwować sie może? Kto nocoświetnego
Miesiąca abo słońca niespracowanego

Napatrzył sie do wolej, lubo rano wstaje,
Lubo ku wieczorowi prędki bieg podaje?

Taki więc z swej łożnicy nowy oblubieniec
Wychodzi; na nim złoty płaszcz i złoty wieniec,

Perłami przeplatany, gore znakomity,
Jego ze wszech namilszej dar niepospolity.

Ale i ziemia nie jest bez swojej ozdoby,
Bo i tę Bóg oszlachcił dziwnymi sposoby:

To górami, to lasy, to kryształowemi
Rzekami, to łąkami pięknie kwitnącemi.

A w poły ją przepasał morzem urównanym,
Prosto jakoby pasem śrebrem okowanym.

Taki przede wszytkimi polem rozmierzonym
Leci obrzym udatny pędem niewściągnionym.

Tego na kresie czeka albo trynóg drogi,
Albo prędki koń, albo bawół złotorogi.

To takie, co widzimy. Cóż, gdzie nasze oczy
Dosiąc nie mogą? gdzie Myśl, która niebem toczy,

Gdzie sama Piękność świeci i kształty wszech rzeczy?
Nie może tego pojąć mdły rozum człowieczy.

Dar Boży tedy gładkość, a dar znamienity,
Bo jesli go Ten nie da, zinąd nienabyty,

Jako są insze rzeczy, których człowiek może
Za swym staraniem dostać: tu nic nie pomoże.