|
Jan Kochanowski
Pieśń V
(oprac. prof. dr hab. Piotr Wilczek)
Panie, jako barzo błądzą, Którzy Cię niedbałym sądzą; A iż prawie żadnej rzeczy Nie chcesz mieć na swojej pieczy.
Nie wiem, czego więcej trzeba, Przeciwko nim świadczą nieba; Świadczą gwiazdy niezliczone, Na powietrzu zapalone.
Kiedy słońce swego wschodu Albo chybiło zachodu? Kiedy miesiąc jasne rogi Skłonił od swej zwykłej drogi?
Toż nam i ziemia zeznawa, Która pewnych czasów dawa Zboża w wielkiej obfitości, Synom ludzkim ku żywności.
Niechaj źli we złocie chodzą I nad lepszymi przewodzą; Jednak złe sumnienie mają, Sądu Twego sie lękają.
A ja patrzając z daleka Na szczęście złego człowieka; Im dalej, tymem pewniejszy, Że jest żywot pośledniejszy.
Bo żeś Ty Pan sprawiedliwy, Nie podoba-ć sie złośliwy. A jesli mu tu nie płacisz, Musi czas być, gdzie go stracisz.
Wzywałem Cię, wieczny Boże, Idąc wieczór na swe łoże; Wzywałem Cię o północy, A byłeś mi ku pomocy.
Nieprzyjaciel stał nade mną, Mógł uczynić wszytko ze mną; Spałem jako zarzezany, On mi nie śmiał zadać rany.
A na pierwsze me ocknienie I słów kilka przemówienie, Panie, znać, żeś mię Ty bronił: Uciekł, a nikt go nie gonił.
A co mnie był nagotował, To sam mało nie skosztował; Bowiem od wielkiego strachu Wypadł oknem na dół z gmachu.
Ani miecz, ani mię siła Złej przygody obroniła, Jeno szczyra łaska Twoja, Co wyznawa dusza moja
I pójdę do domu Twego, A w pośrzodku zboru wszego Będęć, mój Panie, dziękował, Z łaski Twej żeś mię zachował.
A ludzie zapamiętali, Którzy spraw Twych nie poznali, Niechaj dziś na oko znają, Że Cię dobrzy stróżem mają.
A przepuścisz li co na nie, Zlitujesz sie zasię, Panie; Jako więc i złym sowito Płacisz zatrzymane myto.
|