Jan Kochanowski
Pieśń I (oprac. prof. dr hab. Piotr Wilczek)
Pewienem tego, a nic sie nie mylę, Że bądź za długą, bądź za krótką chwilę, Albo w okręcie całym doniesiony, Albo na desce biednej przypławiony Będę jednak u brzegu, Gdzie dalej nie masz biegu, Lecz odpoczynek i sen nieprzespany, Tak panom, jako chudym zgotowany.
Ale na świecie kto tak głupi żywie, Żeby nie pragnął przejechać szczęśliwie Dróg niebezpiecznych, a uść niepogody I szturmów srogich krom swej znacznej szkody? Lecz tylko że pragniemy, Ale nie rozumiemy, Czego sie trzymać, jako sie sprawować Żeby nie przyszło na koniec bobrować.
A chytre morze, ile znakomitych, Tyle pod wodą żywi skał zakrytych. Tu siedzi złotem Cześć koronowana, Tu lekkim piórem Sława przyodziana, Tu Chciwość nieszczęśliwa Zbiera, a nie używa; Tu luba Rozkosz i Zbytek wyrzutny, Pod nimi Nędza prędka i Żal smutny.
Tamże i Krzywda, i Zazdrość przeklęta, Przed którą biada zawżdy Cnota święta. Więc jesli człowiek jednę skałę minie, Wnet na to miejsce na inszą napłynie; Tak iż snadź namędrszemu Trudno pogodzić temu, Aby przynamniej więznąć albo zbłędzić Nie miał, chyba gdy kogo Pan chce rzędzić.
Wodzu prawdziwy i Wieczna Światłości, Uskróm z łaski swej morskie nawałności. A podnieś ogień portu zbawiennego, Na który patrząc moglibysmy tego Morza chytrego zdrady Przebyć bez wszelkiej wady, A odpoczynąć po tym żeglowaniu W długim pokoju i bezpiecznym spaniu.
|