Uczelnieinfo.pl

Aktualności

Droga Ameryki do mocarstwowości - Prof. dr hab. Jadwiga Kiwerska Drukuj Email
Prof. dr hab. Jadwiga Kiwerska - historyczka i politolożka, profesor Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu. W 1980 obroniła doktorat na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pod kierunkiem prof. Stanisława Sierpowskiego, a w 1995 rozprawę habilitacyjną zatytułowaną Między izolacjonizmem a zaangażowaniem. Europa w polityce Stanów Zjednoczonych od Wilsona do Roosevelta. Od 1978 jest pracownikiem naukowym Instytutu Zachodniego w Poznaniu.

Prof. dr hab. Jadwiga Kiwerska

Droga Ameryki do mocarstwowości



    Mniej więcej od połowy XX wieku Stany Zjednoczone zajmują wyjątkową pozycję w świecie. Są supermocarstwem, którego decydujący wpływ na bieg spraw światowych trudno byłoby kwestionować. Uczestniczyły w rozwiązywaniu najróżniejszych sporów i konfliktów międzynarodowych, oddziaływały na wiele procesów politycznych, gospodarczych i społecznych. Naprawdę trudno sobie dzisiaj wyobrazić świat bez aktywnego w nim udziału Ameryki.  
Jak to się stało, że dawna kolonia brytyjska nie tylko zrzuciła z piedestału swą byłą  metropolię, ale też usunęła w cień niemalże wszystkie czołowe państwa europejskie, przejmując od nich prym w decydowaniu o biegu spraw w świecie? Co spowodowało, że  Ameryka odeszła od świętej zasady, która niemalże legła u podstaw państwowości amerykańskiej – izolacjonizmu, aby z niezwykłym impetem i skutecznością w XX wieku zaangażować się na arenie międzynarodowej. Co decydowało o statusie Ameryki jako mocarstwa, jaki był charakter owej mocarstwowości? Dlaczego amerykańskie mocarstwo wywołuje tyle emocji – zarówno dobrych, jak i złych? Co to jest ten mit amerykański i dlaczego tak silna jest obecnie moda na antyamerykanizm? Wreszcie, czy dzisiaj – na początku XXI wieku - jesteśmy  świadkami osłabienia roli i znaczenia Ameryki w świecie, procesu jej degradacji, od którego być może nie ma już odwrotu? To są główne pytania, na które spróbuję znaleźć odpowiedź.     
Osiągnięcie przez Stany Zjednoczone pozycji supermocarstwa było procesem długim, wyznaczonym tak ważnymi momentami i etapami, jak pomyślne zakończenie wojny secesyjnej, burzliwy rozwój gospodarczy przełomu XIX i XX wieku, wreszcie I i II wojna światowa, a w końcu rozpad Związku Radzieckiego i przeżywanie przez Amerykę najdłuższego, najintensywniejszego rozwoju w swojej historii. Jego kres obserwujemy dzisiaj w związku z ogromnym kryzysem gospodarczym i silnie nadwerężonym wizerunkiem Ameryki w świecie oraz mniejszą jej skutecznością w decydowaniu o sprawach międzynarodowych.   
Punktem wyjścia rozważań musi być jednak izolacjonizm – zasada wyrażona  przez pierwszego prezydenta George’a Washingtona w słynnym Farewell Address z 1796 r., która zmierzała do uniezależnienia rozwoju USA od ambicji, rywalizacji oraz dążeń innych państw, zwłaszcza europejskich. W efekcie przez dziesięciolecia Ameryka nie angażowała się w świecie, pozostawała z dala od sporów i konfliktów, jakie toczyły się głównie na kontynencie europejskim. Pierwszym, który próbował odejść od izolacjonizmu i uczynić ze Stanów Zjednoczonych wpływowe mocarstwo, był Woodrow Wilson. Ten niezwyczajny prezydent z początku XX wieku hołdował drugiej ważnej zasadzie działania USA na zewnątrz – posłannictwu amerykańskiemu, czyli promowaniu wolności, sprawiedliwości i demokracji. M.in. w myśl tej filozofii zaangażował Amerykę w I wojnę światową, a następnie próbował wedle swoich wyobrażeń ukształtować powojenny porządek w świecie. Bez większego powodzenia. Ameryka po wojnie wróciła więc w koleiny izolacjonizmu, koncentrując się na pomnażaniu własnego dobrobytu i zabieganiu o własne, wąskie interesy.
Wszystko to zmieniła skutecznie II wojna światowa, z której Stany Zjednoczone wyszły jako wielkie mocarstwo. Dysponowało ono ogromnym potencjałem militarnym (w tym monopolem na broń atomową) i gospodarczym (2/3 rezerw światowych zasobów złota w posiadaniu USA), jako państwo zwycięskie cieszyło się wielkim autorytetem i miało bezprecedensową siłę moralną. Z drugiej strony na firmamencie jawiła się potęga komunistycznego Związku Radzieckiego, ze swej istoty zagrażająca wolnemu światu. Wobec osłabienia dotychczasowych mocarstw europejskich – Francji i Wielkiej Brytanii - naturalnym i bezdyskusyjnym obrońcą oraz liderem świata demokratycznego została Ameryka. W ten sposób USA zaczęły kroczyć drogą mocarstwowości, której etapami była pomoc gospodarcza dla sojuszników w ramach planu Marshalla, przewodzenie blokom polityczno-wojskowym, udział w wojnie koreańskiej i wietnamskiej oraz wielu innych pomniejszych konfliktach i sporach w ramach obrony wolnego świata przed komunizmem.
Strategia amerykańskiego mocarstwa okazała się skuteczna i zwycięsko z tej zimnowojennej konfrontacji na przełomie lat 80-tych i 90-tych wyszły Stany Zjednoczone. Umocniły one swój status supermocarstwa, gdyż posiadały najbardziej konkurencyjną i najbardziej wydajną gospodarkę w świecie, największy potencjał wojskowy, ekspansywną kulturę i ogromną siłę polityczną.  Wszystko to pozwalało dalej przewodzić w świecie, często narzucając swoje rozwiązania i zmuszając do przyjęcia własnego punktu widzenia.
Od tego czasu minęło blisko dwadzieścia lat, które okazały się brzemienne w skutkach dla amerykańskiej mocarstwowości. Pojawiły się bowiem nowe wyzwania, w tym zagrożenie terroryzmem, zmiany w układzie sił na arenie międzynarodowej, rosnące aspiracje polityczne i militarne różnych mniejszych i większych potęg. Wiele błędów popełniła administracja George’a W. Busha, przekonana o tym, że Ameryka dysponuje bezprecedensowym potencjałem, który może skutecznie wykorzystać do realizacji celów, bez względu na opinie innych. Niestety, supermocarstwo przeliczyło się i efektem jest nierozstrzygnięta wojna w Iraku i Afganistanie, kryzys gospodarczy na skalę globalną, obniżenie prestiżu i znaczenia Ameryki w świecie. Mocarstwo znalazło się w niezwykle trudnym momencie swojego rozwoju. Czy Barack Obama odwróci ten trend?  Odpowiedź na to pytanie, to już jest temat innego wykładu.